Delegot
Dodane przez medikon dnia Listopad 21 2009 00:02:42
Delegot

W imieniu własnym, jako delegot tej tu instancji, witom Wos tu wszystkich zgromadzonych i Wos, kochana młodzieży, która szkoło opuszcza na nowej drodze życia.
Mogymy sobie powiedzić, żeśmy się znajdli w tych szrankach życia, warunkach bytu i owszem.
Młodzież to ma tera dobrze, jeździ autobusym i tym samym może pobirać nauki w mieście, nie tak jak my. Chodziło się wiela kilometrów tam i siam, aby powinkaszać swoją wiedzę z elementarza, a młodość dodawała nom skrzydeł, jak mówiła Maria Konopacka w „Łodzie do miłości”.
Po szkole zaś szło się do roboty tyrać sobą i ćpać jak kłyń.
Nosić na siundach wody w wymborkach dla bydła, to innym rozym rozwalać gnój, sodzić kartofle.
A jedli my przy tym, co popadło: pyry z maślunkom, pyzy na parze, nudle, plyndze, to zaś gzik, jagły i śmigało to w góre i rosło jak na młedziach.
Ze szkołom było różni.
Pamintom jak kolega Jasiu szedł do szkoły tydzień i nie mógł dojść. W poniedziałek przed szkołom stoł wielki pies i jak Jasiu w prawo to pies tyż w prawo, jak Jasiu w lewo to i pies. Jaś się zdenerwował i poszedł nazad do dómu.
We wtorek Jasiu idzie do szkoły i widzi na drzwiach wielkim czerwónom kartkę, pomyślał, że świnto i poszedł do szkoły.
We środę… a we środę to sąsiad zgubił 50 zł i Jasiu stoł na nich i czekoł jak somsiod przestanie szukać i Se pójdzie.
We czwartek przyjechała ciotka, a jak ciotka przyjeżdżała to było zawsze wielkie świnto. Jasiu myślom, że to właśnie świnto i nie poszedł do szkoły.
A w piontek był najgorszy dzin w życiu Jasia, bo przyszli do niego do domu złodzieje i ukradli z kuchni fajerki, a mama posadziła na niej Jasia, żeby się nie kopciło.